Nie samym garażem człowiek żyje ;) Egipt 2018


Biorąc pod uwagę ilość spędzonych godzin w garażu, służbowych wyjazdów, problemów służbowych należała nam się jakaś odskocznia i kilka dni wypoczynku. Perfidnie zaplanowaliśmy 8-mio dniowy pobyt w kraju, gdzie internet słabo chodzi a rozmowy telefoniczne są na tyle drogie, by na stałe włączyć w telefonie tryb samolotowy 😉

Wybraliśmy pobyt w Mercury Hotel w Hurghadzie, wybór wynikał z opisu sugerującego mniejszą ilość dzieci, dużej powierzchni hotelu (w sumie kilkanaście domów z kilkunastoma pokojami). Dodatkowym kryterium wyboru dla Hani były ładne poduszki na fotelach przy basenie 😉 Z racji mojej awersji do wysokich temperatur wybraliśmy majówkę, wylot z Poznania 3-go, powrót w nocy 11/12 maja. Przewidywane temperatury to raptem 30-32 stopnie za dnia i 25 w nocy dla człowieka, który w biurze ma przez cały rok 19 stopni były lekkim szokiem 😉 Dodatkowo wykupiłem dwie wycieczki, jedna na zwiedzanie Hurghady, druga to wyprawa do Kairu i pod piramidy w Gizie. Paszporty wyrobiliśmy sporo wcześniej, zasięgnęliśmy opinii o tym, co maże nas spotkać, wzięliśmy trochę dolarów na bakszysz i pojechaliśmy do Poznania na lotnisko. Pierwsze atrakcje spotkały nas już na lotnisku przy odprawie bagażu, pojawiły się obok nas dwa małżeństwa (lekko nietrzeźwe) tubalnie opowiadające o swoich pierwszych wojażach zagranicznych, potrzebie spożycia alkoholu na “zabicie” strachu przed lotem i  o potencjalnej przyszłej zamianie żony na wielbłąda nastawiły nas optymistycznie do lotu….. Na szczęście nie było tak źle, w samolocie ulokowano nas w tylnej części w towarzystwie sympatycznych osób, było trochę opowieści, pytań i śmiechu, ale na szczęście nasze wspomniane wyżej małżeństwa siedziały sporo dalej…. Lot przebiegł spokojnie, lądowanie na luzie, po odnalezieniu naszych bagaży przyszła pora na znalezienie rezydenta i podróż do hotelu, w którym wylądowaliśmy około północy. Skierowano nas do pokoju (parter) w budynku położonym blisko recepcji (zaznaczony strzałką na zdjęciu), pokój przestronny, z ładną i dużą łazienką, sporym tarasem oraz malutkim drugim pokoikiem. Telewizor praktycznie bez polskich kanałów, za to kilka rosyjskojęzycznych i oczywiście arabskich 🙂 Nie stanowiło to dla nas problemu 🙂

Ogólnie hotel naprawdę fajny, jedyna wada to fakt, iż rozpoczynano remont głównego basenu, nie przeszkadzało to nam, ale informację o tym Itaka powinna zamieścić w ofercie. Na plus należy zaliczyć wiele miejsca, fajną plażę, dostępność sklepów (oczywiście kilka razy droższych niż w centrum czy na ulicach), sporo zieleni, czystość w pokojach i nie tylko. Kilka barów, w tym na plaży, 3 restauracje oprócz głównej, baseny małe i duże, dla dzieci (oprócz głównego remontowanego), strefa SPA, korty, żeglarstwo, windsurfing, szkoła nurkowania i wiele, wiele innych. Trzeba jednak pamiętać, że za bramą hotelu wiele nie znajdziemy…. 😉 Wśród około tysiąca gości (469 pokojów, w tym dostawki) przeważali obywatele byłego ZSRR, język rosyjski był dominujący, ich styl bycia też wyróżniał się 😉 Poza nimi trochę Niemców, Francuzów, Wietnamczyków, Egipcjan i druga para z Polski 🙂 Tyle o “mieszkańcach” 😉

Przez kilka dni pobytu mieliśmy super pogodę, choć byliśmy świadkami efektownej burzy z piorunami i opadu deszczu…. Ponoć to zdarza się raptem3-4 razy w roku, a my trafiliśmy. Plaża fajna, oczywiście z rafą, atolem, atrakcjami dla chętnych pływania, nurkowania, latania w powietrzu  i nie tylko. Na plaży sporo animacji, bar, i fajny miękki piasek (nie wszędzie spotykany), oczywiście konieczne wczesne przyjście w celu rezerwowania leżaków, ale zawsze można było skorzystać z tego samego słońca na leżakach przy basenach 🙂 Jedzenie dobre i w dużych ilościach, oczywiście bywały chwile z korkami przy stołach, ale jakoś nas to omijało, pewnie dlatego, że wcześnie chodziliśmy 😉 Śniadania z kilkoma potrawami na ciepło, warzywa, owoce, płatki i wiele innych. Brakowało mi jedynie kilku plastrów polskiej szynki czy “wonnej” kiełbasy 🙂  Na obiad kilka pozycji w menu, bardzo dobre zupy “krem”, śmieszne “mikro” kurczaki, sporo dań z akcentem arabskim. Kolacje to wręcz przesada….. Wszystkiego dużo, potrawy z grilla (owoce morza, ryby, mięsa), poza tym sporo i smacznie jak zawsze. Jeżeli ktoś był bardzo głodny poza głównymi posiłkami, to zawsze mógł coś dogryźć w którymś z barów czy też zjeść lody lub ciastko. Teraz płynnie przechodzimy do drinków, w formule all inclusive oferują lokalne trunki (bardzo dobry gin, whiskey do bani) z sokami, kilka napiwków i można dostać drinki z baru dla Ultra VIP, wierzcie mi, jest różnica… 😉 Muszę powiedzieć, że mają bardzo dobre piwo lokalne, czy ma alkohol? Nie wiem, ale dobre było 🙂 Tyle o jedzeniu…. Teraz o obsłudze: większość pracowników to młodzi mężczyźni, kobiet nie było…. Zawsze uśmiechnięci, sprawni, nie wyciągający ręki po bakszysz. Pokoje sprzątane codziennie (dokładnie), kelnerzy, kucharze i reszta praktycznie bez zastrzeżeń, oczywiście wręczenie kilku napiwków cieszy ich, jest to zrozumiałe 😉 Tyle w hotelu, poza nim to inna bajka 😉 Ale o tym później….

Oprócz obijania się wybraliśmy się na kilkugodzinną wycieczkę po Hurghadzie, zwiedziliśmy zatokę bogaczy, meczet, targ rybny i warzywno – owocowy, kościół katolicki i akwaria z wszystkimi mieszkańcami Morza Czerwonego. Nie to było największą atrakcją (zaskoczeniem)…. Największym szokiem było zobaczenie zróżnicowania standardów życia miejscowych, na dystansie 100 m można było zobaczyć znamiona luksusu i porażającą biedę w bezpośrednim sąsiedztwie. Na drogach dominują auta marek Dacia (tu z znaczkiem Renault), Kia, Hyundai, Daewoo oraz nowe auta produkcji chińskiej. Sporo aut powyżej 20-30 lat, nawet widziałem Poloneza i PF 125 p. Auta japońskie (głównie Toyota) i europejskie (głównie VW i Skoda) są już oznakami dobrobytu, oczywiście spotkamy i Lexusa, Jeepa i wiele innych drogich aut. Na drodze ciągle ktoś trąbi, błyska światłami, piesi pojawiają się na środku jezdni i mało kto używa kierunkowskaz…. Wrażenia z targu rybnego porażające, nawet gdy mieliśmy fermę lisów, to nie śmierdziało na niej tak bardzo….. Najlepsze to to, że na drugi dzień jedliśmy te śliczne rybki 😉 Targ owoców….. kolejny szok…. Głównie z powodu widoku stert owoców leżących często bezpośrednio na ziemi, trzeba mieć świadomość, że każdy owoc przebył blisko 600 km z okolic Nilu,  w Hurghadzie na kamienistej pustyni poza hotelami mało co rośnie… Przed wejściem do meczetu musieliśmy wykupić dla Hani godziwe odzienie (burka), w kościele wysłuchaliśmy kilku opowieści, mieszkańcy Morza Czerwonego fajni. trzeba oczywiście wspomnieć o wszechobecnej Policji….. Na rogatkach miasta, w środku, w południe i o północy…. Wiele posterunków ogrodzonych workami z piaskiem, kamizelki kuloodporne, długa broń maszynowa…. O turystów trzeba dbać 😉

Kolejna wycieczka to wyjazd do Kairu i Gizy, start o 2 00 (tak, tak, w nocy). Podróż z jednym przystankiem pośrodku drogi, według słów pilota miejsce postoju to najbardziej dochodowe miejsce w całym Egipcie, czynne 24/24, cały czas wiele autobusów z klientami. Można wejść za potrzebą, wypić kawę, zjeść posiłek, zrobić zakupy. Konkurencji nie mają 😉 Po dojechaniu do Kairu zameldowaliśmy się w Muzeum Narodowym, niesamowicie wiele eksponatów…. Naprawdę ilość złota, sarkofagów, mumii robi wrażenie. Kolejny punkt to urokliwy rejs po Nilu, można było podziwiać panoramę Kairu. Potem oczywiście obiad i piramidy w Gizie oraz Sfinks. Warto stanąć oko w oko z tymi konstrukcjami…. Robi wrażenie. Więcej będzie pod zdjęciami 😉

Wrażenia z wyjazdu: warto było tyle siedzieć w autobusie, zszokowanie zasadami (a właściwie ich brakiem) ruchu drogowego, ponownie bieda obok luksusu, mała kolorystyka budynków, 90% budynków z niedokończonym najwyższym piętrem, zdechły koń w kanale w środku miasta, kobiety całkowicie zasłonięte strojem obok ubranych w krótkie spodenki i bluzki. Niesamowite ilości handlarzy atakujących zawsze i wszędzie, Policja turystyczna, agenci w cywilu, cały czas jesteśmy monitorowani przez nich. Gdy obok Sfinksa poszliśmy w kierunku toalety, zaraz byliśmy odpytani przez policjantów, gdzie idziemy…. Muszą dbać o źródło dochodu 😉 Sporo brudu na ulicach, smutne i monotonne widoki na pustyni, brak zmierzchu i świtu (rano robi się jasno w 10 minut, wieczorem ciemno w 10 minut), wysokie temperatury, zgiełk ulic….. Kilka zapadających w pamięć tematów. Z drugiej strony zapierające dech piramidy, eksponaty w muzeach, dbałość o klienta, to też warto pamiętać.

Przed podsumowaniem kilka słów o rodakach…… Ja święty nie jestem, ale postawa roszczeniowa niektórych osób, ich opowieści i zachowania w autobusie czy podczas zwiedzania pozostawiają wiele do życzenia…. Narzekanie na pogodę, jedzenie, kurz, brud, ludzi i inne takie jest porażające…. Kupuje ktoś last minute za 1400 zł a chce być traktowany jak w Hiltonie…. Proponuję w takie chwili przypomnieć sobie mrożoną rybę nad morzem w sezonie, cieknący kran w górach, korki w Karpaczu czy ceny w Wieliczce…. Ludzie, więcej uśmiechu i wyrozumiałości…. Bywa, że trzeba się za granicą wstydzić za “naszych”….. 😉

Podsumowując, wspaniałe 8 dni, mili ludzie, piękne widoki i atrakcje, przystępne ceny, wyjazd wart wydanych pieniędzy. Będąc w Egipcie warto odwiedzić Kair i Gizę, nie wstydźmy się wręczyć kilka dolarów napiwku, większość z pracujących tam ludzi ma pensję 100 dolarów na miesiąc….. Dobrze mieć tak dobrego przewodnika jak nasz Salim, opowieści o kulturze, obyczajach, zarobkach, zależnościach były naprawdę zacne i sporo wyjaśniające.

Z przyjemnością powrócimy w te strony, naprawdę warto 🙂

Kilka zdjęć:

Wygodne łóżko 😉

Stylowa łazienka

“Nasz” domek

Widok na domki (po kilkanaście pokojów)

Piaszczysta plaża

Wszędobylskie palmy

Monotonny widok pustyni obok hotelu

Główne wejście

Tu był internet, taki sobie, ale darmowy 😉

Dobre piwo 😉

Mercury Hotel z oddali

Czas na zwiedzanie meczetu

Hmmmmm, niestandardowa Egipcjanka?

Meczet z oddali

Sławetny targ rybny….

Zatoka bogaczy – Marine

Kolorowy przerywnik 😉

Bardzo częsty widok….. Policja czuwa

Meczet z góry

I meczet w środku

Eeeeee, nie ma gdzie siedzieć…. 😉 Buty zostawiamy na zewnątrz 🙂

Bywalcy Morza Czerwonego

Oko w oko?

Ładnie sie wtapia w otoczenie

Plaskata jakaś…. 😉

Dzień dobry 😉

NFZ w wydaniu w Hurghadzie…. Publiczny szpital

Co Ty mi tu…. 😉

Czy to ta trująca?

Jestem gibki…. 😉

Cmok, cmok 😉

Rynek z owocami 😉

Kolorowa tu 🙂

Odrobina luksusu

Dla odmiany w kościele

Bardziej znajomy widok

 

A to my 🙂

Na końcu świata? Nie na końcu plaży 😉

Wieczór… A właściwie 19 30 w maju….

Jakieś krągłe budowle

Smacznego 🙂

Kair

Przed wejściem do Muzeum Narodowego

Standardowy widok ulic

Całe udko z kurczaka wielkości widelca 😉

Polski akcent

Eksponaty

Jedna z sal

Wyrósł trochę 😉

Wiele tu nas

Hania z naszym pilotem

A tak se tu chodzę 😉

Tylko nie trąb…. 😉

O co tu chodzi?

I jeszcze trochę z muzeum

Kolorowy eksponat

Rejs po Nilu

Sternik? 😉

I tak to Kair wygląda….

Nasza “łódeczka” … 😉

W oczekiwaniu na rejs

No to jesteśmy

Robią wrażenie

Nasi tu byli 😉

Polski akcent?

Mało kolorowo tu

Sfinks śpi 😉

A my nie śpimy 😉

W całej okazałości

Dwie gwiazdy 😉

Komplet 😉

Giza w oddali

Trochę się przy budowie napracowali 😉

Ja też tu byłem 😉

W oczekiwaniu na odlot….

Fajnie było, ale trzeba wracać…. 🙁

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *